Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japonia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 czerwca 2012

Japońskie kuleczki mięsne




Składniki:

250 g mielonego mięsa z kurczaka
1 małe jajko, roztrzepane
2 łyżeczki cukru
1 ½ łyżeczki sosu sojowego
Mielone sansho, do posypania*

Sos Tare:

6 łyżek stołowych mirin
4 łyżki stołowe sosu sojowego
3 łyżki sake

Mięso mielone wymieszać z jajkiem, cukrem i sosem sojowym. Wilgotnymi dłońmi podzielić na 16 części jednakowej wielkości i z każdej z nich zrobić niewielką kulkę. W rondlu zagotować wodę i na średnim ogniu gotować partiami przez 2 min po 4-5 kulek.
Mi wyszło 8 kulek wielkości sporego orzecha włoskiego, w dodatku miałam trochę mniej mięsa i duże jajko, przez co masa była bardzo luźna. Musiałam się poratować odrobiną bułki tartej. Mimo wszystko konsystencja nie pozwala na swobodne formowanie kuleczek, najlepszym sposobem jest nabieranie mięsa palcami zanurzonymi wcześniej w zimnej wodzie, zgrubnym uformowaniu kulki i wrzuceniu jej od razu do wrzątku.

Przygotować sos Tare: wlać mirin, sos sojowy i sake do niewielkiego rondla. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować 7-8 min do zredukowania o ok 1/3.

Na patelni z grubym dnem na średnim ogniu rozgrzać olej.  Wrzucić na patelnię kuleczki i smażyć 5 min, często obracając, aby się równomiernie zezłościły. Zdjąć kulki z ognia, każdą zanurzyć w sosie i położyć na gorącej patelni na 3-4 min, aż sos wyschnie. Proces powtórzyć 2-3 razy, aż kulki nabiorą złotobrązowy kolor.

Odłożyć do ostygnięcia i nabić po 2 kulki na bambusowe szpikulce. Posypać mielonym sansho.

Zastosowanie?
Jako przystawka, dodatek do ryżu. Ja dziś zapakowałam w pudełko śniadaniowe razem z porcją ryżu z jajkiem i tak wyposażona wyprawiłam  Młodą do roboty.

*Shanso – górska odmiana pieprzu, nieco mniej ostra z miętowym aromatem. Nadaje potrawom lekkiego kwaskowego posmaku. Niestety musiałam pominąć.



czwartek, 14 czerwca 2012

Ryż gotowany na parze




Do przygotowania porcji na 2-3 osoby wystarczy kubek ryżu.

Przed gotowaniem należy dokładnie wypłukać ryż zimną wodą, aby pozbyć się powstałej w wyniku ścierania się ziaren mączki ryżowej. Jest to bardzo ważny etap, płukać powinno się tak długo, aż woda przestanie być mętna.

Wypłukany ryż przesypać do małego garnka o średnicy ok. 14cm z grubym dnem i zalać 300ml wody. Przykryć szczelnie pokrywką, nie zostawiać jej uchylonej. Ryż ma gotować się na parze wytworzonej z małej ilości wody, cała jej ilość powinna zostać przez niego wchłonięta. W garnkach ze szklaną pokrywą należy nawet zatkać otworek przeznaczony specjalnie do jej odprowadzania.

Doprowadzić ryż szybko do wrzenia, gotować 2 minuty, po czym zmniejszyć ogień do minimum (i tu chodzi dokładnie o najmniejszy płomień, jaki można uzyskać na małym palniku), zamieszać raz zawartość i gotować dalej 10-12 minut. Ryż powinien gotować się w sumie 15 minut. W tym czasie nie podnosimy pokrywki. Ja nie podnoszę pokrywki nawet do mieszania ;) Zawsze gotuję w rondelku z długą rączką a mieszanie po zagotowaniu polega na porządnym potrząśnięciu garnkiem z dociśnięta pokrywką.

Ryż przed i po gotowaniu.


Następny etap to leżakowanie pod kocykiem. Na tym etapie też nie ściągamy pokrywki, zdjęty z ognia garnek szczelnie owijamy kocem i zostawiamy na 15 minut do sparowania.
Przed podaniem należy wymieszać jeszcze raz szpatułką.

Jeśli gotuję ryż do podania z daniem z woka zawierającym już sól albo sos sojowy to nie solę samego ryżu. Gdy podaję go jako dodatek do mięsa to dodaję szczyptę soli, ale mniej niż do ryżu gotowanego w torebce. I robie to ze względu na resztę rodziny, która jest sololubna. Ja osobiście wyjadam niesolony ryż prosto z garnka i jestem szczęśliwa.

Przygotowany w ten sposób ryż może być też bazą do sushi, jeśli użyjemy gatunku o krótkich ziarnach.